Jak się sprzedać, czyli opowieści Europy

Fundacja Schumana
Reklama dźwignią Europy?

Debata nie przynosi skutku, zastąpmy ją reklamą – zaskoczył mnie w nowym roku dr Konrad Niklewicz, ekspert ds. europejskich związany z Platformą Obywatelską. Jego manifest pod dosadnym tytułem „Unio, zacznij się bronić każe mi zawołać: „Konradzie, nie idź tą drogą!”

Niklewicz poszukuje remedium na problem braku identyfikacji z Unią Europejską, na brak poparcia, zaangażowania, zaufania i co za tym idzie, na rosnące w siłę tendencje eurosceptyczne i populistyczne.

Mit założycielski Schumana i Adenauera zaciera się. To co budziło strach po wojnie i co było motorem integracji europejskiej dzisiaj zdaje się, że nie ma już znaczenia. Unia Europejska nie ma opowieści o sobie, którą mogłaby przyciągnąć zwolenników - uważa autor: „Udaje, że się broni przed nacierającym eurosceptykami, używając starych argumentów, XX-wiecznego i rzeczowego języka, koronkowych i do bólu transparentych metod komunikacji.” Nie ma debaty europejskiej? Do dzieła! Zgodnie z lubianym w Platformie hasłem “Europa to my!” – proszę, niech Instytut Obywatelski, (ośrodek analityczny PO w którym pracuje Autor) zachęci polityków do ożywienia debaty społecznej na temat planów przyjęcia przez Polskę waluty euro.

“Reklama ma być dźwignią ...Unii” – to ma być remedium na brak zaufania dla Unii, tego chce Konrad Niklewicz. Reklamy w internecie i w telewizji – w sumie nic w tym oryginalnego bo od lat, w Polsce jesteśmy otrzaskani ze sformułowaniem „Sfinansowano z funduszy Unii Europejskiej”. Niklewicz chce iść dalej, chce aby Unia reklamowana była jak proszek do prania (naprawdę!). Dziwię się takiemu pomysłowi i dawno nic mnie tak nie zaskoczyło. Ta propozycja oznaczałaby przecież samobójstwo dla europejskiego projektu, dla wartości o które autor tak apeluje w swoim artykule. „Lokowanie produktu”, bezwzględny marketing mający wykreować popyt wśród klienteli – proponowany przez eksperta PO, to dopiero woda na młyn eurosceptyków. To co Niklewiczowi wydaje się być receptą na brak dialogu, oznacza ni mniej, nie więcej, że europejskie wartości nie są już atrakcyjne dla nikogo, obywatel nasz klient, niech kupi ładnie opakowany produkt. W nic już nie trzeba wierzyć, ufać. Kupimy czas i społeczne poparcie - to wprost proponuje Niklewicz. Proste? I krótkowzroczne.

Bo polityki nie da się uprawiać bez treści. Europa nie potrzebuje dziś żadnych nowych marketingowych narracji, czy o zgrozo, reklamy. Europejczyków interesuje to, co mają w swoich portfelach i to, czy ich dzieci będą miały pracę. Ten, kto chce zostać pogromcą eurosceptyków i populistów, musi pokazać, że absorbują go realne problemy Europejczyków, a nie to jak się sprzedać.

- - -

Zapraszam do Fundacji Schumana i na bloga.
Trwa ładowanie komentarzy...